Zaczynamy!!… Ale od czego??

NARESZCIE!! Od dawna marzyłam o stworzeniu własnego bloga. I zawsze wydawało mi się, że to strasznie skomplikowane, przynajmniej na moim poziomie obsługi komputera i wszystkich portali społecznościowych.

Powiedzmy sobie szczerze- moje dzieci szybciej i dużo sprawniej poruszają się nawet po YouTube. A pisze to osoba, która o istnieniu subskrybowania dowiedziała się niespełna kilka miesięcy- dokładnie w momencie, gdy mój telefon zalała fala dzwonków i powiadomień w w/w portalu. W pierwszej chwili spanikowałam. Byłam przekonana, że „zawirusowałam” telefon. I nie kiwajcie z politowaniem głowami. Nie jestem nawet po 40-ce. Tylko, jakoś opornie idzie mi „wyłapywanie” nowości technologicznych. Ale dokończę..

Więc wyobraźcie sobie spanikowaną kobietę, która biega po domu i nie wie co się dzieje. Łzy w oczach, rozpacz na twarzy i oczywiście głośne lamenty. I wtedy do akcji wchodzi ona. Mała Liczygroszka, (mała, bo raptem ponad dziewięć lat, choć jedna z najwyższych w klasie) z teatralną miną powagi/eksperta/i domieszką politowania na twarzy, odbiera mi telefon i mówi: – Siadaj. Mamo!!! Przecież widzisz, że to (uwaga trudne słowo) SUBSKRYBCJA z YouTuba. (co?co? -Przemknęło mi po głowie, ale naprawdę nie śmiałam nawet się odezwać). Po czym Liczygroszka, krok po kroku (nadal w tonie eksperta, który trafił na wyjątkowo trudny przypadek) wytłumaczyła mi co i jak. Chyba sami już wiecie, że prostota i moja niewiedza oraz nieudolność, wprawiły mnie po prostu w zakłopotanie, zwłaszcza, że Liczygroszka dobitnie oznajmiła, że młody Liczygrosik (2,5 lat) musiał sobie  to włączać. Fakt.  Liczygrosik sam potrafi sobie dosięgnąć telefon, odblokować i kliknąć na ikonkę YouTube. Ale jakim cudem sam odnalazł bajki i filmiki o dzieciach??? Tego się nie dowiedziałam. Jedna nadal płonęłam ze wstydu i zadrżałam ze strachu (ciekawe co jeszcze Liczygrosiki potrafią lepiej ode mnie?) Od tamtej pory mój telefon posiada dwa zabezpieczenia. Czytnik linii papilarnych i hasło. Owszem, Liczygrosik może oglądać bajki, ale sama mu je włączam. No i wiem już jak zrezygnować z subskrybcji :). Zastanawiam się tylko jak mogę włączyć ograniczenia na YouTube? Tak żeby dzieciaki nie mogły same buszować po treściach nieodpowiednich dla ich wieku. W telewizorze mam kontrolę rodzicielską.          A w telefonie??? Przecież Liczygroszki nie zapytam, a może jednak?

Sami widzicie, że obsługa technologiczna, to nie moja broszka. Ale swoje marzenie chciałam spełnić, więc udało mi się co nieco podszkolić. I oto blog!!!        (Z góry ostrzegam!!! Wrzucanie zdjęć i inny takich różnych, nadal na poziomie poznawczym. Proszę o cierpliwość 😉 ).

Ale o czym, by tu pisać???? Pomysłów było wiele, miliony nawet. Jednak:

„Szafiarka” ze mnie żadna (chyba, że liczy się kilka koszulek sportowych, trzy bluzki, w nieco bardziej schludnym stylu, jedna marynarka :), i pięć par spodni: jeans 1 szt., w „kant” 1 szt., rybaczki 1 szt.. i dresy reszta sztuk). Ok. Lubię kolczyki (mam małą kolekcję) ale tu temat wyczerpał by się po kilku dniach..

Makijaż owszem robię (podkład, tusz i pomadka ochronna), a paznokcie mam zwykłe, krótkie i wiecznie z ubytkiem lakieru, tudzież z fantazyjnie odbitym wzorem po mojej pościeli. Zawsze usnę, zanim porządnie wyschnął.

Sport, w moim, zabieganym, przypadku, to siatkówka (ta sklepowa, oczywiście). Kuchnia (a co tu gadać… Gotuję zupy, smażę kotlety i naleśniki, lepię pierogi          i potrafię ugotować makaron w kilkunastu wersjach. Ale za taką wersję, domowych wyczynów kulinarnych, gwiazdek Michelin nie dają).

Zdjęć nie robię profesjonalnie (przecież mam mądry telefon)… A głupich filmików nie potrafię wyreżyserować…

I trwało to trochę. To wymyślanie. A odpowiedź przyszła sama. No, może z pomocą mamusi. O mojej mamusi i naszych relacjach pewnie będzie inny blog, choć mamusia pewnie kilka razy zagości i tutaj :).

Nie mnie jednak, podczas rozmowy telefonicznej. Takiej, wiecie. Co słychać, a następnie długi monolog moralno-naukowy, lekko przerywanym moim TAK, NIE, W PORZĄDKU I NIE MARTW SIĘ. No i na końcu moja mama, nawiązując do długiego wywodu, oznajmia: TAKIE Z WAS LICZYGROSZE….. Uwierzcie mi, to była najbardziej inspirująca rozmowa z moją mamą w życiu. LICZYGROSZE!!!! TA DAM!!!

Bo mamusia zawsze ma rację. Tak jesteśmy LICZYGROSZAMI! Chodzimy do pracy, mamy dzieci, mamy marzenia, masę ważnych spraw i kłopotów i ciągle rozmieniamy się na drobne. Na grosze właśnie, w niemal każdej dziedzinie życia. Na grosze zamieniamy nasz wolny czas, którego tak rozpaczliwie poszukujemy, ale ciągle jest coś ważniejszego do zrobienia. A te odrobiny, które udaje nam się schwytać, możemy policzyć (i liczymy) niemal na palcach. Na drobne rozmieniamy niemal wszystko co jest dla nas ważne. Chyba o liczeniu groszy, które pozostają nam w kieszeni, po opłaceniu rachunków, nie muszę już wspominać. Ale to również jest jeden z naszych najważniejszych tematów           w życiu. I takich aspektów, które liczymy w groszach, jest naprawdę sporo.

Więc poznajcie życie rodzinę LICZYGROSZY, która tak jak i Wy, codziennie staje przed nowymi wyzwaniami. Która ma wiele, ważnych i mniej ważnych, spraw. Poznajcie radości i smutki LICZYGROSZY. A jestem pewna, że sami będziecie mogli przyznać, że również jesteście takimi LICZYGROSZAMI jak my.

Pozdrawiam Was Serdecznie!!

Pani Liczygrosz

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *